czwartek, 24 kwietnia 2014

Rozdział 22

 To jakiś chory sen prawda? Sen , z którego pragnę jak najszybciej się obudzić. Niestety . . . To jest moje pieprzone życie. Dlaczego ? Dlaczego akurat ja ? Myślałam, że takie coś zdarza się tylko w filmach, albo innym ludziom. Myślałam, że będę szczęśliwa , że uniknę tych wszystkich "życiowych" problemów.

 Teraz jak głupia siedzę na tym łóżku szpitalnym i płacze. Nie mogę opanować łez. Lusterko , które trzymałam leży na podłodze. Nie mogę na siebie patrzeć. Wtuliłam się w Nialla. Przed oczami mam jakieś dziwny urywek.

 "Zegarek wskazywał godzinę 13.59. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Wyłączyłam TV i poszłam je otworzyć. Zobaczyłam w nich zapłakaną... " 

 Kogo? No kurwa kogo ? Nic, kompletnie nic .

 Dotknęłam opuszkami palców mojego lewego policzka. Przez środek policzka, aż do kącika ust rozciągała się długa rana. Przez to cholerne szkło.

 - Wszystko w porządku? - spytał Niall gładząc mnie po plecach.
 - Nic nie jest w porządku ! - krzyknęłam. - Powiedz proszę, że to zejdzie. Że nie będzie śladu ,  że to tylko głupia rana. Proszę . . .
 - Nie mogę. Przepraszam... - w jego głowie wyczułam smutek. Zakleił mi ranę opatrunkiem, który wcześniej oderwałam.

 Zostałam oszpecona. Do końca życia będę miała bliznę na twarzy. Nikt mnie nie zachce teraz. Każdy będzie brał mnie na litość i wytykał palcami " O to ta z blizną " . Nie chce tak żyć. Nie chcę. . .

 *Tydzień później*

 - Louis? Co ty tu robisz? - spytałam chłopaka kiedy wszedł do sali. - Gdzie Niall ?
 - Musiał coś załatwić i wysłał mnie abym cię podstawił pod dom. - powiedział uśmiechnięty.
 - Okej. - powiedziałam.

 Dzisiaj dostałam wypis. Szatyn wziął moją torbę i razem wyszliśmy z tego przeklętego szpitala. Podszedł do swojego sportowego auta i otworzył mi drzwi jak dżentelmen. Podczas jazdy nie rozmawialiśmy. Gdy byliśmy na miejscu chciałam wyjść z samochodu, ale chłopak mi to uniemożliwił. Skierowałam na niego wzrok , a on mnie pocałował.

"...poczułam jak mnie obejmuje, i szepcze ciche "przepraszam". Spojrzałam w jego oczy. Nasze usta dzieliły centymetry. Louis zmniejszył tą odległość i złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Oddałam go. Zaczęliśmy się całować. Louis pogłębiał pocałunek z każdą minutą. Jego wargi były takie słodkie i miękkie. Czułam się świetnie.."

 Wróciło kolejne zapomniane wspomnienie. Tym razem nie oddałam pocałunku. Lou spojrzał na mnie zdziwiony. Pokręciłam przecząco głową i rzekłam: 
 - Nie chce być twoją kochanką. Nie chcę abyś brał mnie na litość. - szybko wyszłam z samochodu. On uczynił to samo. 
 - O co ci chodzi ? - krzyknął za mną. 
 - Co było w lesie ? - zamyślił się chwilę. - Przypomnij swoje słowa i zniknij z mojego życia! Już na zawsze ! - krzyknęłam  i pobiegłam do domu.


 Zsunęłam się po drzwiach i zaczęłam płakać. Dlaczego ? Dlaczego to spotyka mnie? Nienawidzę siebie. Brzydzę się sama sobą. Wiem to moje życie , ale dlaczego, aż tak skomplikowane?

 Po dwudziestu minutach ogarnęłam się i ruszyłam w stronę salonu. To tu się to wydarzyło. Tak mi mówił Niall. Ruszyłam w stronę łazienki. Przejrzałam się w lustrze. Rozebrałam się i weszłam  pod prysznic. Brakowało mi tego. Nie wiem czemu, ale czułam się jakaś brudna. Umyłam się moim ulubionym żelem. Gdy skończyłam owinęłam się ręcznikiem i poszłam do mojej sypialni. Ubrałam czarną  bieliznę, czarne rurki i niebieską bluzkę.
 - Co ty tu robisz? - przestraszona odwróciłam się w stronę głosu.
 - Mieszkam tu. Nie widać ? - odpowiedziałam przyjaciółce.
 - Boże dziewczyno co ty masz na twarzy ? Jak ja się z tobą na ulicy pokarzę. Wstyd! - krzyknęła.
 - Przeszkadza ci to? - spytałam.
 - Tak. Wiesz co będzie najlepsze ?
 - No słucham cię.
 - Wynoś się z mojego domu. - powiedziała. Zaśmiałam się.
 - To jest mój dom. Nie pamiętasz  moja przyjaciółko? I to ty się wynoś. Jesteś nic nie wartą egoistką! - krzyknęłam. - Masz pół godziny na spakowanie się i opuszczenie tego domu.
 - Co?  - spytała zszokowana.
 - Czas leci Kochaniutka. - rzekłam i zeszłam do salonu. Usiadłam sobie wygodnie na kanapie i włączyłam telewizję. Skakałam po kanałach szukając czegoś ciekawego. Przed czasem usłyszałam dźwięk ciągniętej walizki po schodach. Spojrzałam na Alex. Posłała mi wściekłe spojrzenie.
 - W kuchni na stole leży list. Twój brat go przyniósł kiedy ciebie nie było. - powiedziała do mnie.
 - Żegnaj. - krzyknęłam za nią i udałam się do kuchni. Znalazłam tam dużą białą kopertę. Otworzyłam ją i zobaczyłam w niej kartkę papieru i drugą kopertę, ale ta miała ciemniejszy kolor. Na początek przeczytałam list, który mnie zszokował.

" Cześć! 
Tak w skrócie aby nie przeciągać. 
Nasi rodzice ukrywali prawdę. Nie jesteś ich córką, a ty nie jesteś naszą siostrą. 
Podobno urodziła cię jakaś dziwka, która oddała cię naszym rodzicom, a potem popełniła samobujstwo , skacząc z Tower Bridge. 

W drugiej kopercie jest coś od twojej "matki" . Tej prawdziwej. Nie chcieliśmy patrzeć więc zostawiamy to dla ciebie. 

Nie chcemy mieć w rodzinie córki jakiejś szmaty, dlatego wyrzekamy się ciebie. 
Nie dzwoń, nie pisz i nie kontaktuj się z nami. 

Twoi kochaniu 
JUŻ nie bracia "

 Wyrzekli się mnie? Nie... Za dużo tego wszystkiego ZA DUŻO!    Spojrzałam na kopertę od "matki" Nie wiem czy chcę to czytać czy nie. Ale może? Ciekawość mnie zżera. Otworzyłam kopertę, usiadłam na podłodze i zaczęłam czytać. 

" Witaj córecko! 
Jeśli to czytasz to znaczy, że już wiesz. . . 
Tak może i byłam dziwką i jesteś z przypadku, ale cię kocham. 
Kocham jak każda matka. 
Wiem pewnie mi nie wierzysz, ale gdybym cię nie kochała to czytałabyś to? ... " 

 - Przynajmniej nie miałabym tak zjebanego życia - powiedziałam na głos.
"... No właśnie. 
A dlaczego się oddałam? Dlaczego skoczyłam ? 
Chciałam abyś miała normalne życie. Aby nikt ci nie wytykał "jesteś córką dziwki" 
 Miałam dużo problemów i byłam bezsilna. Samobójstwo to jedyne o czym myślałam. 


Także... Twoi poprzedni rodzice odebrali mi ciebie. 
Miałam wtedy 17 lat i mnie przygarnęli. Jak urodziłam to mnie wyrzucili. 
Utrudniali mi kontakty z tobą. 
Nie mogłam być przy tobie i dlatego się zabiłam. Jestem przy tobie duchem.  

Dlaczego piszę w czasie przeszłym? Bo już nie żyję. Zrobiłam to. Skoczyłam.
Pamiętaj kocham cię. Zawsze i wszędzie. Zawsze cię chroniłam i chronić będę kwiatuszku. 

Twoja prawdziwa i kochająca
mama. "

 Popłakałam się. To mnie . . . wzruszyło? Nie wiem, a może ? Spojrzałam na zegarek. Godzina 23.20.  Wstałam z zimnej podłogi i ruszyłam do drzwi. Ubrałam buty i wyszłam z domu nawet nie zamykając drzwi na klucz. Ruszyłam w stronę Tower Bridge. 

 Siedziałam na barierce mostu. Godzina 1.34. Zanim spadnę minie kilka minut.Zanim się utopie też minie kilka minut. Więc czas zgonu około 1.40 .Moja mama nie dawała rady. Ja także nie daję. Umrę i spotkam ją. Ona mnie zrozumie. Może, ale mam nadzieje. Będę szczęśliwa A NIĄ.
  Dlaczego skaczę? Nie mam nikogo na tym świecie nikogo. . . 
   Spojrzałam w stronę wody i pochyliłam się do przodu. .  . 



http://spraszkow.prv.pl/13-ENGLISH/bridge-2.jpg




3 komentarze:

  1. Rozdział jak zawsze świetny ,czekam na następny;);)

    OdpowiedzUsuń
  2. nowy rozdział na http://destructionindarkness.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  3. nowy rozdział na http://destructionindarkness.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń